Gdy powiedziałyśmy wędkowym dzieciom, że jedziemy na trzydniowy wyjazd do domku nad jeziorem – radości nie było końca. Dla większości z nich to był pierwszy wyjazd w tym roku. Wakacje spędzili w mieście, a jedyną atrakcją były zajęcia organizowane przez WĘDKĘ.
Wyjazd do Przydworza miał w sobie coś z… „antykolonii”. Wszystko działało odwrotnie niż zwykle. To dzieci ustalały podział na pokoje i zasady obowiązujące podczas wyjazdu: „szanujemy się”, „słuchamy nawzajem”, „nie wchodzimy do pokoi bez pukania”. Same zaproponowały też konsekwencje ich łamania – od pięciu minut rozmowy z trenerkami, przez wspólne zmywanie naczyń, po mediacje i pojednanie się po kłótni.
Każdego dnia inna osoba pełniła rolę lidera – zwoływała grupę, pytała wszystkich o samopoczucie (w skali 1–10), ustalała plan dnia z grupą i danie na obiad. Dzieci same dbały też o przygotowanie kanapek czy napojów.
Pogoda dopisała, więc najwięcej radości dawało jezioro. Były kąpiele, budowanie zamków z piasku, pływanie na krokodylu, gra w piłkę i skoki do wody. „Najlepsze były wspólne zabawy na plaży – wszyscy się śmialiśmy i nikt nie chciał wychodzić” – opowiadała 11-letnia Kasia.
Wyjazd to także okazja do nauki. Każde dziecko dostało 20 zł na atrakcje w ośrodku – musiało najpierw sprawdzić, co jest dostępne, a potem uzasadnić swój wybór. Był „Bokser” („chciałem sprawdzić, jaką mam siłę”), cymbergaj („to ćwiczy refleks i tworzy wspomnienia”) czy gokarty. Niektóre dzieci wydały całość od razu, inne oszczędzały – a część pożyczała od kolegów. „Następnym razem nie wydałabym wszystkiego tak szybko” – przyznał jeden z uczestników.
Drugiego dnia dzieci same liczyły, czy bardziej opłaca się wypożyczyć pojedynczy gokart na pół godziny, czy podwójny na godzinę. Śmiechu było co niemiara, zwłaszcza podczas gonitw po dużym terenie ośrodka.
Jak to bywa, pojawiały się napięcia. Był to jednak dobry moment, żeby uczyć się mówić o swoich uczuciach i potrzebach. Dwóch chłopców, którzy często się kłócili, zakończyło wyjazd… wspólnym jedzeniem pizzy. Otrzymali ogromne brawa od reszty grupy. „Nauczyłem się, że lepiej czasem pogadać niż się denerwować” – powiedział jeden z nich.
Po kolejnych miesiącach treningów TUS widzimy, jak dzieci coraz lepiej potrafią mówić o emocjach, stawiać granice i dbać o siebie nawzajem.
Wyjazd był możliwy dzięki:
Nad całością czuwały: