Są takie tygodnie w WĘDCE, kiedy od progu czuć, że dzieje się coś ważnego. Nie dlatego, że jest wielkie wydarzenie z czerwonym dywanem. Tylko dlatego, że w powietrzu krąży coś miękkiego i mocnego jednocześnie: radość, ciekawość i odwaga, która budzi się w dziecku, gdy ktoś mówi mu bez słów: „możesz”.
Właśnie taki czas przyniosły nam SiiGranty pięć mini-projektów przygotowanych przez młodzieżowych liderów i zrealizowanych dzięki wsparciu Sii Polska w ramach programu Sii Power Volunteers. Dla nas to nie były „działania”. To była seria małych cudów, które składają się na coś większego: na poczucie, że świat jest dostępny.
Bo czasem największą zmianą nie jest to, że dziecko gdzieś pojedzie.
Największą zmianą jest to, że dziecko uwierzy, że ma prawo tam być.
W ramach SiiGrantu kulturalnego zabraliśmy naszych podopiecznych do miejsc, które dla wielu były do tej pory „nie dla nich”: wystawa, planetarium, muzeum, kino. Brzmi zwyczajnie? A teraz wyobraź sobie, że masz 14 lat i pierwszy raz wchodzisz do przestrzeni, w której wszystko wygląda „jak z innego świata”. I nagle okazuje się, że ten świat… nie gryzie.
W planetarium ktoś szepnął:
„Ale to jest sztos… ja myślałem, że to będzie nudne.”
W muzeum ktoś zatrzymał się przy jednym obrazie dłużej niż wszyscy.
„Ej, a to… to serio ma tyle lat? I w ogóle jeszcze istnieje?”
A po kinie, w drodze powrotnej, padło pytanie, które jest dla nas najważniejsze:
„To kiedy następny raz?”
Bo tu nie chodzi o to, że „byli w kulturze”.
Chodzi o to, że wrócili z myślą: kultura to nie jest coś tylko dla „boomerów”. To też jest dla nas. I może być ciekawa.
A nauka? Może być pokazana tak, jak dotąd jej nie widzieli: nie jako szkolna kartka, tylko jako doświadczenie, które porusza głowę i serce.
Najbardziej cieszy nas jedno: złapali apetyt na więcej.
Jest taki moment po kilku godzinach szkoły, kiedy ciało mówi: „dość siedzenia”. A głowa dodaje: „dajcie mi przestrzeń”. I wtedy wchodzi sport nie jako „wynik”, tylko jako ulga.
Trampoliny, basen, ścianka wspinaczkowa.
Radość bez filtra, oddech, śmiech, policzki czerwone od wysiłku.
Ktoś po wyjściu powiedział:
„Ja się tak dawno nie zmęczyłem fajnie.”
A ktoś inny, z miną człowieka, który właśnie odkrył nowy kontynent:
„To serio można tu przyjść normalnie? To jest w Toruniu?”
W tych wyjściach było coś jeszcze: bezpieczne odreagowanie stresu. Zamiast napięcia w ciele — ruch. Zamiast spięcia jest śmiech. Zamiast „nie dam rady” jest „jeszcze raz”.
I znów usłyszeliśmy to, co kochamy najbardziej:
„Kiedy kolejne wyjście?”
Warsztaty artystyczne miały w sobie magię, której nie da się zaplanować w tabelce. Bo to był czas, w którym obok siebie siedziały dzieci, młodzież i starsi wolontariusze WĘDKI — i nagle okazało się, że twórczość nie ma wieku.
Powstawały stroiki, dekoracje, świece, bukiety. Ręce brudziły się woskiem i brokatem, a w głowach działo się coś ważniejszego: pękała blokada „ja nie umiem”.
Adaś długo siedział nad swoją pracą. Na początku mruknął:
„Ja nie umiem.”
Został. Próbował dalej. Krok po kroku.
Kiedy skończył, przez chwilę tylko patrzył… a potem uśmiechnął się i powiedział:
„To naprawdę ja zrobiłem?”
W tym jednym zdaniu jest cała WĘDKA.
Zaskoczenie. Duma. I odkrycie, że w każdym człowieku drzemie coś, co czeka na zauważenie.
A my? My już wiemy, że to dopiero początek. Już szykujemy się na kolejne warsztaty, bo „dusza artysty” nie lubi stać w miejscu.
W WĘDCE kulinaria zawsze mają powodzenie, bo kuchnia jest jak życie: trzeba mieszać, próbować, czasem coś poprawić, czasem zacząć od nowa. I na końcu jest nagroda wspólny stół.
W ramach „potyczek kulinarnych” dzieci robiły potrawy od początku do końca pod czujnym okiem Kuby naszego dorosłego już wolontariusza i ucznia szkoły gastronomicznej. Dla wielu to było pierwsze doświadczenie, że mogą samodzielnie przygotować jedzenie, zadbać o higienę, estetykę, współpracę.
Ktoś powiedział przy stole:
„To jest najlepsze, bo my to zrobiliśmy.”
A ktoś inny, z pełnymi ustami:
„Mogę dokładkę? Bo ja dziś serio gotowałem.”
Wspólne przygotowywanie i wspólne jedzenie ma w sobie prostą moc: buduje poczucie wspólnoty. A dla dzieci, które często żyją w chaosie, to „wspólny stół” potrafi być czymś naprawdę terapeutycznym.
Była też inicjatywa, która dotyka tematu, z którym młodzi mierzą się codziennie — często w ciszy: presji, porównań i życia „pod ekran”. Projekt „Zatopieni w sieci” nie miał mówić: „internet jest zły”. Miał zrobić coś mądrzejszego: dać młodym język i narzędzia, żeby odzyskać sprawczość.
Warsztaty, rozmowy, treści edukacyjne, konkursy i jedno powtarzające się odkrycie:
„Jak się porównuję, to zawsze przegrywam.”
A potem druga myśl, ta ważniejsza:
„To nie ja jestem problemem. Czasem problemem jest to, co mi się codziennie wciska do głowy.”
Tu chodziło o to, żeby głowa odpoczęła od treści, które krzyczą: „bądź idealny”.
I żeby wróciła do relacji, które mówią: „jesteś wystarczający. masz prawo być sobą.”
Najbardziej lubimy te zdania, które padają mimochodem, gdy dziecko nie wie, że właśnie wypowiada coś ogromnego:
„To kiedy następny raz?”
„Ja myślałem, że nie potrafię.”
„To naprawdę ja zrobiłem?”
W tych zdaniach jest sens wszystkiego.
Z całego serca dziękujemy Sii Polska za ufundowanie SiiGrantów w ramach programu Sii Power Volunteers. Dzięki Wam mogliśmy dać dzieciom i młodzieży coś bezcennego: doświadczenia, które budują pewność siebie, ciekawość świata i odwagę.
I ogromne gratulacje dla wszystkich młodzieżowych liderów, którzy przygotowali i zrealizowali swoje mini-projekty. To Wasza praca, serce i odpowiedzialność sprawiły, że ta historia wydarzyła się naprawdę.
Jeśli chcesz, by Twoje dziecko przeżywało takie momenty dołączcie do WĘDKI.
Jeśli wierzysz, że każde dziecko ma w sobie talent napisz do nas.
Jeśli chcesz być częścią czegoś wartościowego zostań z nami na dłużej i zostań naszym Przyjacielem każdego Człowieka.
Razem możemy jeszcze więcej.