W tym roku WĘDKA zagościła na Pol’and’Rock Festival w strefie Akademii Sztuk Przepięknych – z własnym namiotem nr 82. Choć z pozoru ukryci między Dużym ASP a Główną Sceną, stworzyliśmy miejsce, które pulsowało emocjami. I dosłownie – zostawało pod skórą.
W centrum naszego namiotu odbywały się warsztaty tworzenia tymczasowych „Tatuaży Emocji” – uczestnicy rysowali na ciele symbole, słowa i znaki, które oddają ich przeżycia. Niektórzy robili to sobie nawzajem, z pełnym poszanowaniem granic. Inni – w ciszy – zapisywali na skórze coś, czego nie potrafili powiedzieć na głos.
To proste działanie okazało się poruszającą formą ekspresji – ludzie zostawali na długo, dzielili się historiami, pytali o więcej. Każdy tatuaż niósł znaczenie:
Obok warsztatów stanęły dwie instalacje: Kapsuła Krzyku i Kapsuła Ciszy. Obie zyskały kultowy status.
Kapsuła Krzyku, stworzona z przenośnej kabiny, pozwalała krzyczeć bez ograniczeń, bez oceny. Dla wielu osób była to pierwsza okazja, by wyrzucić z siebie nagromadzone emocje:
Kapsuła Ciszy, zbudowana przez Wojciecha Przybysza, dawała odwrotną możliwość – położyć się i zanurzyć w absolutnej ciszy. Uczestnicy wychodzili odmienieni:
W namiocie zawiesiliśmy prześcieradła z pytaniem „Jak jest Ci u nas?”. Odpowiedzi tworzyły obraz tego miejsca:
Zainicjowany przez Aleksandrę Harazin Box Wdzięczności zebrał poruszające słowa:
Wiktoria Jankowska zaproponowała z kolei czarną instalację stretch z pytaniem: „Z czym kojarzy Ci się WĘDKA?”. Odpowiedzi malowano kredą i tuszem:
Podczas drugiego dnia festiwalu Wojciech Przybysz został zaproszony do opowieści o streetworkingu – to był pierwszy raz, gdy temat ten pojawił się oficjalnie w strefie ASP. Opowiadał o pracy w bramach, piwnicach, na podwórkach. O bluzie z kapturem zamiast plakietki. O profilaktyce prawdziwej, niewidocznej na pierwszy rzut oka, ale ratującej życie.
W odpowiedzi usłyszeliśmy:
„Bo trzeba o tym mówić. Bo to dziś jeden z najważniejszych sposobów dotarcia do dzieciaków. Bo jesteście w tym wiarygodni.”
Druga część naszej ekipy dotarła do nas z przygodami: zerwana linka gazu w Żółtym Kangurze, naprawa po drodze, ale dotarli – zmęczeni, ale z ogniem w oczach. Zaskoczyła nas też wizyta rzecznika prasowego miasta Toruń, który z uznaniem przyglądał się naszej obecności i misji. Odwiedzili nas też znajomi z Przystanku Jezus – rozmowy wróciły, razem ze wspomnieniami.
Na zakończenie trzeciego dnia Marcin Centkowski zaprosił nas do festiwalowego radia. W kilkudziesięciu zdaniach opowiedzieliśmy o tym, co robimy jako streetworkerzy. Co to znaczy być blisko.
Dziękujemy każdemu, kto odwiedził nasz namiot. Dziękujemy za Wasze historie, za zaufanie, za emocje. Za każdą linię na skórze, każdy znak, łzę, śmiech, krzyk i ciszę.
To było więcej niż stoisko. To było żywe miejsce spotkania.
Do zobaczenia.